niedziela, 27 sierpnia 2017

Helikopter w jaskini

 




    Jeśli miałbym wymienić grę na Atari, przy której spędziłem najwięcej czasu, Fort Apocalypse byłby z pewnością jedną z nich. W gąszczu wielu dość prostych produkcji, jakie mieliśmy na kasetach, wyróżniała się bardziej złożonym gameplayem. Strzelanie do kosmitów, ratowanie zakładników, eksplorowanie jaskiń! Świetne to było. Chciałem sobie przypomnieć tę grę po latach, jednak podobnie jak w przypadku wielu produkcji z tamtych czasów z głowy wyleciał mi tytuł. Poszperałem trochę w Google i nareszcie znalazłem. Taak, Fort Apocalypse to gra jakiej poszukiwałem. No nic, czas sobie przypomnieć po 25 latach jak przyjemnie się w to grało.
 Będąc jednak dużo starszy i patrząc na FA przez mędrca szkiełko i oko, dostrzegłem w diamencie studia Synapse kilka rys. Ale od początku.







     Fort Apocalypse żeni ze sobą elementy Chopliftera, Defendera i Scramble. Cel jest podobny jak w tej pierwszej produkcji. Sterujemy helikopterem i naszym zadaniem jest uratowanie wszystkich zakładników oraz zbombardowanie naziemnych baz wroga. Latamy przez jaskinie jak w Scramble, a sterowanie bardzo przypomina Defendera. Grę zaczynamy w górnej części ekranu gdzie, na nasz pojazd czyhają złowrodzy kosmici. Starczy jednak obniżyć lot trochę niżej i trafimy do podziemnej jaskini, którą penetrujemy w poszukiwaniu uprowadzonych. Tam życie będą starały się nam uprzykrzyć wrogie helikoptery czy wyrzutnie rakiet, jakie jeżdżą także na powierzchni. Musimy kontrolować nasz wskaźnik paliwa, gdyż gdy spadnie do zera, rozbijemy się. Na szczęście na planszy porozrzucane są stacje, gdzie możemy zatankować. Pamiętam, jak niezłe wrażenie zrobiła na mnie sytuacja. Znajdując się niewiele nad stacją, przez przypadek spuściłem bombę, co spowodowało jej wybuch i zniszczenie mojego śmigłowca. Niby normalna rzecz, ale w tamtych czasach zastosowanie tego rodzaju "realizmu" nie było tak oczywiste.





     Posiadamy dwa rodzaje uzbrojenia - pociski i bomby. Niestety, strzelanie nie jest zbyt precyzyjne. Musimy trafić cel pod odpowiednim kątem, by pocisk zniszczył wroga. Zdarzały się sytuacje, gdzie ewidentnie widziałem, jak przeszywa on wrogi helikopter, a mimo to ten latał jakby nigdy nic. Duży problem stanowi także sam widok. FA nie pokazuje nam całego pola bitwy, a jedynie fragment, gdzie znajduje się nasz helikopter. Gdy jesteśmy wysoko, nie widzimy poruszających się na dole wyrzutni rakiet. Co prawda, gra posiada radar stworzony na modłę Defendera, gdzie możemy dostrzec poruszające się po ziemi pojazdy. Problem polega na tym, że nie widzimy wystrzeliwanych przez nie pocisków. Bardzo często ginąłem przez nadlatującą z dołu ekranu rakietę, która pojawiła się nagle tak blisko mojego helikoptera, że nie miałem szans na unik. To nie jest niestety jedyny przykład, kiedy gra jest niesprawiedliwa. Na drugim poziomie pojawiają się niewidzialne ściany. Jakaż była moja frustracja, gdy mój helikopter rozbijał się o coś, czego nie było widać!
    Jednak samo eksplorowanie podziemnej bazy w poszukiwaniu więźniów jest całkiem fajne. Kompleks  to istny labirynt, więc korzystanie z mapy jest kluczem do trafienia tam, gdzie chcemy.
W niektórych miejscach znajdziemy teleporty, które potrafią szybko przenieść nas w inne miejsce. Cześć tunelów jest zasypana ziemią (lub cokolwiek to jest) i drogę musimy utorować sobie sami, strzelając do owej przeszkody.
   Muzyki w grze brak, za to dźwięki wystrzeliwanych pocisków czy obracających się łopatek helikoptera brzmią nieźle. Grafika również bardzo mi się podoba. Modele pojazdów  i animacje ratowanych ludzików jak na swoje czasy prezentują się nieźle.
   Ogólnie mam mieszane uczucia. Z jednej strony lata i eksploruje się podziemia całkiem fajnie, z drugiej gra irytuje bugami i kilkoma kiepskimi rozwiązaniami. Szkoda, bo mógł to być bardzo ciekawy tytuł. Ogólnie zagrać można, ale nie trzeba.



   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz