poniedziałek, 12 czerwca 2017

Wyruszamy na linię frontu! Front Line NES




    Temat wojenny poruszany jest w grach niezmiernie często. W historii komputerowej rozrywki powstała masa tytułów, które przenosiły nas w realia konfliktu zbrojnego od strategii po gry akcji. Choć współcześnie gracze chcący pobawić się w wojnę, mają w czym wybierać, to na początku lat 80 - tych opcji nie było prawie żadnych. Żeby załatać tę lukę, pracownik Taito: Tetsuya Sasaki postanowił stworzyć grę wojenną przedstawiającą losy żołnierza na polu walki. Tak oto w 1982 roku na automatach powstał Front Line. Wzorem wielu innych gier arcade w 1985 roku japońska firma wydała port swojego dzieła na ówczesne maszyny do grania, w tym również na Famicoma. Dzięki temu Front Line trafił także do mnie na jednej z pegasusowych składanek. Postanowiłem więc ją sobie przypomnieć.

    Front Line to run'n'gun z widokiem od góry, w którym wcielamy się w żołnierza. Naszym celem jest zniszczenie wrogiego fortu znajdującego się na końcu każdego poziomu. Żeby jednak do niego dotrzeć, musimy przejść długą drogę najeżoną wrogimi żołnierzami i czołgami. Nasz wojak oczywiście nie rusza na front bezbronny. Wyposażeni jesteśmy w pistolet oraz granaty, przy czym amunicja zarówno do jednej, jak i drugiej broni jest nieograniczona. Pierwszą część każdej planszy przechodzimy na piechotę, eliminując po drodze wrogich żołnierzy.


   Co ciekawe, gdy dojdziemy do połowy etapu, natrafimy na czołg, do którego możemy (a nawet należy) wsiąść. Wówczas naszymi wrogami, zamiast piechoty, staną się również pojazdy pancerne. Te podzielone są na lekko i ciężko opancerzone. Pierwszy jest mniejszy i szybszy, ale bardziej podatny na zniszczenie. Jeden strzał wystarczy, by go doszczętnie zlikwidować. Drugi zaś, gdy będzie trafiony, zacznie się palić i zostanie unieruchomiony. Wówczas wystarczy tylko z niego wysiąść i wsiąść ponownie, a cudownie naprawi się. Jednak trzeba zrobić to szybko, gdyż po kilku sekundach wybuchnie. Tak samo będzie, jeśli zostaniemy trafieni po raz drugi. Tyczy się to również pojazdów wroga, jednak on nie wychodzi nigdy z palącego się wehikułu. Jeśli nie zdążymy wrócić do czołgu, by go naprawić, nie musimy się martwić, że resztę drogi pokonamy na piechotę, gdyż zawsze nieopodal będzie stał kolejny pojazd. To, czy trafimy na ciężki, czy lekki jest zupełnie losowe.
   Na końcu etapu znajduje się fort chroniony przez działo. Żeby je zniszczyć, należy wysiąść z czołgu i rzucić granat. Wówczas zobaczymy żołnierza wroga, który wywiesi białą flagę na znak kapitulacji i rozpoczniemy kolejny poziom. Te nie różnią się od siebie za wiele. Wraz z kolejnym etapem rośnie poziom trudności, jednak plansze wyglądają niemal identycznie. Front Line nie posiada żadnego zakończenia. Walczymy o jak najwyższy wynik punktowy.



  Choć powyższy opis brzmi jak dobra gra akcji, to jednak fajny pomysł został pogrzebany przeciętnym wykonaniem. Tempo gry jest wolne, żeby nie powiedzieć usypiające. Gdy pociski wystrzeliwane przez naszego żołnierza lecą tak powoli i mają zaskakująco krótki zasięg, ciężko mówić o jakiejkolwiek dynamice. Z uzbrojeniem wroga jest tak samo. Do tego grze brakuje większego zróżnicowania. Gdy poruszamy się na piechotę, naszym jedynym przeciwnikiem są żołnierze uzbrojeni w pistolety i nic poza tym. Ileż można strzelać do takich samych przeciwników? Brakuje mi większego zróżnicowania w arsenale wroga, jak i naszym. Bo nędzny pistolet i granaty to o wiele za mało. Choć gdy wsiądziemy do czołgu, walczymy z dwoma rodzajami przeciwników, to ciężko nazwać tę liczbę satysfakcjonującą. Tak jak wspomniałem wcześniej, po ukończeniu jednego etapu czeka nas kolejny, który wygląda niemal identycznie, przez co rozgrywka robi się stosunkowo powtarzalna. Owszem, w takim np. Pac-Manie poziomy również wyglądały tak samo, jednak gra broniła się ciekawszym gameplay'em. Tutaj po przejściu dwóch leveli zwyczajnie wieje nudą. Gra również jest bardzo trudna i nie zawsze w sposób sprawiedliwy. Aby można było poruszać się w górę planszy, nasza postać musi znajdować się bardzo blisko górnej krawędzi. Często w ten sposób traciłem życie, gdyż w momencie, gdy przede mną wyłonił się wrogi żołnierz, byłem tak blisko niego, że nie miałem czasu uniknąć wystrzelonego pocisku.



   Graficznie Front Line jest po prostu brzydki. Plansze są stosunkowo mało szczegółowe i dość pustawe. Co prawda, natrafimy na drzewa, mosty czy fragmenty murów, jednak ciężko nazwać je ładnymi. Pokracznie również prezentuje się animacja postaci, których chód jest co najmniej nienaturalny. W kwestii audio również jest dość biednie. Nie ma muzyki, a jedyne dźwięki, jakie nam towarzyszą, to odgłosy chodzenia, strzelania i rzutu granatem, które to zostały zrealizowane dość przeciętnie.
     Podsumowując, jeśli oczekujecie po Front Line solidnego run'n'guna z dużą ilością akcji, fajną bronią i ciekawie zaprojektowanymi poziomami, to bardzo się rozczarujecie. To uboga, nudna i powtarzalna gra, którą trudno komuś polecić. Da się pograć, ale jest tyle lepszych tytułów, że zwyczajnie szkoda czasu.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz