niedziela, 9 kwietnia 2017

Pierwsza gra z Mario! Od czego to wszystko się zaczęło!?



   Czy wiecie, jak nazywała się pierwsza gra z Mario w roli głównej? Super Mario Bros.? Pudło! Mario Land? Zimno! Korzenie gry sięgają jeszcze parę lat wcześniej. Cofnijmy się do roku 1980. Nintendo starało się wejść na rynek gier arcade w Ameryce Północnej, jednak żaden z wypuszczonych przez nich tytułów nie zdobył wielkiej popularności. Ostatnia gra, Radar Scope, będąca klonem Galaxian, okazała się być wielką klapą. Hiroshi Yamauchi, ówczesny dyrektor firmy, postanawia stworzyć coś bardziej oryginalnego. Zleca produkcję nowej gry młodemu projektantowi przemysłowemu, Shigeru Miyamoto. Piecze nad produktem zaś ma sprawować Gunpei Yokoi, główny inżynier Nintendo.




  Na początku próbowano wykupić licencję na niezwykle popularną postać komiksów i kreskówek Popeye. Niestety, nie udało się. W związku z tym postanowiono stworzyć własne postacie. Miyamoto zainspirowany King Kongiem, a także Piękną i Bestią, stworzył własny trójkąt miłosny. Stolarz Jumpman posiada dość nietypowe zwierzątko domowe, bo sporych rozmiarów goryla o imieniu Donkey Kong. Niestety, nie traktuje najlepiej swojego pupila i ten ucieka, porywając ze sobą ukochaną naszego bohatera, Lady. Niewiele się zastanawiając, Jumpman rusza na ratunek.
 Ponieważ gra kierowana była na zachodni rynek, postanowiono nadać jej angielski tytuł. Miyamoto dla imienia małpy, która była najwyraźniejszą postacią w grze, zaczął szukać słowa oznaczające jej upartość lub głupkowatość, stąd donkey. Kong zaś to kolokwialne określenie goryla w Stanach Zjednoczonych. Tak oto w 1981 roku na automatach zadebiutował Donkey Kong, druga w historii gra platformowa.


   Rozgrywka odbywa się na czterech pełnoekranowych planszach. Naszym celem jest dotarcie na szczyt w celu uratowania ukochanej. W pierwszej lokalizacji wspinamy się po siedmiu przekrzywionych przez goryla platformach połączonych drabinami. Musimy unikać spuszczanych przez Donkey Konga beczek, a także płomieni, jakie pojawiają się u dołu ekranu. Drugi etap składa się z pięciu pięter, na których znajdują się taśmy transportujące cement. Również tutaj będą ściągały nas płomienie. W trzeciej planszy będziemy się piąć na szczyt, korzystając z wind poruszających się w przeciwnych kierunkach. Musimy po drodze unikać ogników, a także wyrzucanych z góry przedmiotów. Ogień również będzie nas nękał w ostatniej czwartej lokacji. Tu z kolei naszym zadaniem będzie usunięcie ośmiu bolców podtrzymujących konstrukcję w całości, celem zrzucenia Donkey Konga na sam dół. Trzeba przyznać, że plansze są wykonane solidnie i bardzo pomysłowo.
Po ukończeniu wszystkich gra zaczyna się od nowa na wyższym poziomie trudności i tak w kółko, aż ostatecznie zużyjemy wszystkie trzy posiadane życia (dodatkowe możemy zdobywać za uzyskanie odpowiedniej ilości punktów), bądź gdy dotrzemy do 22. levelu. Wówczas w wyniku błędu programistów Jumpan ginie samoczynnie po kilku sekundach. Wyższe poziomy trudności różnią się większą ilością przeszkód, a także prędkością ich poruszania się.
   Sterowanie składa się ze strzałek kierunkowych i przycisku odpowiadającego za skok. Ułatwia on nie tylko pokonywanie przepaści, ale również przeskakiwanie nad ogniem i beczkami, za co otrzymujemy punkty. Choć skoki wydają się być dość toporne względem nowszych platformerów, to sprawują się całkiem dobrze. Świetną broń przeciwko przeszkodom stanowi także obecny na niektórych planszach młotek. Po jego zebraniu przez jakiś czas Jumpman wymachuje nim nieustannie, niszcząc napotkane na drodze przeszkadzajki. Niestety, na czas posiadania tego oręża poruszamy się wolniej i nie możemy wspinać się po drabinach. Nawet jeśli potrzebowałem zniszczyć tylko jeden obiekt, musiałem odczekać swoje, aż młotek zniknie. Nie można go wyrzucić bowiem wcześniej. Oprócz niego opcjonalnie możemy zbierać porozrzucane po planszy torebki, kapelusze i parasole Lady, za co otrzymujemy dodatkowe punkty. Skoro już o punktacji mowa, po prawej stronie ekranu odliczany jest bonus, którego wartość z biegiem czasu spada. Im wcześniej ukończymy poziom, tym większą premię punktową dostaniemy. Warto także wspomnieć o trybie dla dwóch graczy. Gdy jeden zginie, do gry wkracza drugi.



  Grafika choć dość prosta, to w 1981 roku robiła wrażenie. Twórcy, z racji ograniczonej mocy obliczeniowej, zastosowali parę uproszczeń. W związku z problemami w narysowaniu twarzy, dodano Jumpmanowi wąsy. Kłopot z animacją włosów został rozwiązany przez umieszczenie na głowie czapki. Aby podkreślić ruchy rąk, nadano im odmienny od tułowia kolor, ubierając stolarza w czerwone spodnie na szelkach i niebieski sweter. Fajnie prezentują się przerywniki, jak i animacja Donkey Konga. Oprawa audio jest również dość prosta, ale stosunkowo przyjemna dla ucha. 


  Choć gra jest bardzo przyjemna i sympatyczna, a przechodzenie kolejnych etapów satysfakcjonujące, to parę rzeczy mi przeszkadzało. O problemie z młotkiem już wspominałem. Kolejną zaś jest  powtarzalność etapów. Przejście czterech plansz to kwestia kilku minut, a ponieważ potem powtarzają się w kółko, po jakimś czasie gra robi się monotonna. Inna sprawa to poziom trudności, który już na pierwszym etapie daje mocno popalić.
   Jednak nie przeszkadza to tak bardzo w dobrej zabawie. Donkey Kong stał się prawdziwym klasykiem i jedną z najpopularniejszych gier wszech czasów. Z Jumpmana zaś Nintendo postanowiło uczynić swoją maskotkę. Jego imię zmieniono na Mario (imię Lady zmieniono na Pauline), a ze stolarza uczyniono hydraulika. Tak oto narodziła się legenda całej branży gier wideo.


   Po sukcesie na automatach zaczęto produkować porty na ówczesne komputery, a także wchodzącą w 1983 roku na rynek konsolę NES/Famicom. Screeny pochodzą właśnie z tej wersji, która ogrywam w poniższym filmie.
 


    
      


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz