sobota, 18 marca 2017

Rzucanie pikselem do kosza. Basketball!



    Mimo że Atari w swojej bibliotece zawierało pokaźną ilość gier sportowych, u mnie w domu nie posiadaliśmy niemal żadnego tytułu w tej kategorii. Choć mieliśmy pokaźną liczbę składanek z grami nagranymi na kasety magnetofonowe, to jedyną produkcją o tej tematyce, jaką pamiętam, był Basketball. Jako pięciolatek długo zagrywałem się w ten tytuł z bratem. Pomyślałem dziś, że powrócę do tego tytułu i sprawdzę, czy bawi mnie on dalej tak samo jak dawniej. 

     Basketball powstał w 1978 roku na Atari 2600 i podobnie jak inne tytuły sportowe z tego okresu jest najprostszym odwzorowaniem swojej dyscypliny, jaką można było stworzyć. Boisko to jednolite pomarańczowe pole z dwoma liniami przy koszach wyznaczającymi linię autu. Same kosze zaś wyglądają jak krzyże z uciętym jednym ramieniem. Zawodnicy zaś składają się z dużych pikseli jednolitego koloru. Ich animacje są również mocno oszczędne. Dźwięki w grze są raptem dwa: odgłos kozłowanej piłki i syreny po wrzuceniu jej do kosza. Nie brzmią jakoś specjalnie.
Rozgrywka odbiega dość mocno od tego, co znamy z tradycyjnej koszykówki. Zapomnijcie o pięcioosobowych zespołach. Tutaj gra się jeden na jeden. Nie ma również możliwości wyboru zawodników ani podziału na kwarty. Rozgrywamy czterominutowe spotkanie. Po tym czasie cała gra się kończy. Oczywiście wygrywa ten gracz, który więcej razy trafi do kosza. W kwestii rzutów zapomnijcie o widowiskowych wsadach. Niezależnie od odległości nasz pikselowy zawodnik potrafi wykonać jedynie zwykły rzut. Trafienia za trzy punkty tutaj nie istnieją. Choćbyś rzucał z drugiego końca boiska i trafił, to i tak więcej jak dwa oczka nie dostaniesz. Nie uświadczymy również fauli ani bloków.




  Zostały zachowane jedynie podstawy. Gra zaczyna się od wyrzucenia piłki w górę i ten, kto ją przechwyci, musi trafić do kosza, natomiast drugi gracz ma mu w tym przeszkodzić. Po trafieniu lub przejęciu piłki do ataku przystępuje broniący się zawodnik.
  Basketball oferuje dwa tryby rozgrywki. Mecz przeciwko komputerowi bądź drugiemu żywemu przeciwnikowi. Choć AI z reguły sprawuje się nieźle, to zdarza mu się czasami totalnie zgłupieć. Gdy jesteśmy przy piłce, zamiast biec ją nam odebrać, niekiedy bezmyślnie gna pod nasz kosz, zostawiając swój niechroniony, co pozwala nam łatwo zdobyć kolejne punkty. Denerwuje także odbiór piłki. Ten wykonujemy albo łapiąc ją w locie, albo stojąc naprzeciwko tuż przy kozłowanej przez rywala piłce. Niestety gra nie zawsze wyłapuje nasz przechwyt. Zdarzało się często że, mimo iż powinienem piłkę przejąć, ona dalej była w rękach przeciwnika. Innym razem gra wykryła, że jestem w jej posiadaniu, jednak gdy tylko ruszyłem w stronę kosza, przeciwnik dalej ją miał. W rezultacie piłka jest zabierana w te i z powrotem, i możesz mieć tylko nadzieję, że gdy pobiegniesz w innym kierunku, dalej będziesz w jej posiadaniu. Nigdy nie jesteś pewny, czy gdy odejdziesz od rywala, to ty będziesz miał piłkę czy on, co strasznie irytuje.





   Gra większą frajdę sprawia, gdy toczymy mecz z drugim żywym zawodnikiem. W zasadzie to jedyny tryb, który ma tutaj sens i aż tak nie denerwuje. Jednak nawet wówczas po pewnym czasie wkrada się nuda. Stosunkowo uboga rozgrywka później zniechęca do dalszej zabawy.


   Poniżej krótki film z moich zmagań z grą. ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz