sobota, 11 marca 2017

Jak wygrać wojnę nożem! Rush'n Attack NES



         Jako dzieciak zawsze lubiłem gry o żołnierzach i wszelkiej maści run'guny. Grałem w każdą część Contry,  Cross Fire, Codename Viper, Commando itd. To też widząc na jednym z krakowskich bazarów cartridge z tytułem Rush 'n Attack i okładką przedstawiającą mundurowego z karabinem, stwierdziłem, że muszę ją mieć. Jak się jednak okazało, nie było to dokładnie to, czego oczekiwałem...

       Nieznane wrogie cesarstwo stworzyło potężną sekretną broń, która zagraża światu. USA nie zamierzało się przyglądać bezczynnie, jak wróg rośnie w siłę. Wysłało najlepiej wyszkolonego żołnierza (lub żołnierzy, jak gramy we dwóch) w celu zniszczenia owej broni. Pewnie myślicie, że wojak wysłany na tak ważną misję musi być uzbrojony po zęby. Nic bardziej mylnego. Otóż armia Stanów Zjednoczonych poskąpiła mu uzbrojenia i jedyny oręż jaki otrzymał to...nóż. Kto to widział, by wysyłać jednego żołnierza na misję ratowania świata do silnie strzeżonych baz wroga wyposażonego w tak ubogie uzbrojenie? Cóż, logiki w tym brak i przyznam, że byłem dość rozczarowany faktem, że za bardzo nie mogę sobie w grze postrzelać. 



      Nasze zmagania będziemy toczyć w 6 lokacjach, jak m.in. lotnisko wojskowe, port czy obóz wojskowy. Przeciwników jakich napotkamy na naszej drodze jest kilka rodzajów. Podstawowi żołnierze jedynie wolno biegną w naszą stronę i samo dotknięcie ich oznacza śmierć (zresztą jak w przypadku wszystkich wrogów w grze). Respawnują się z przodu lub z tyłu planszy niemal ciągle, więc nawet gdy pozbędziemy się kilku, to zaraz wyskoczą następni. Drugi rodzaj stanowią tzw. karatecy, którzy atakują nas kopnięciem z wyskoku. Trzeci to wojacy uzbrojeni w pistolet bądź karabin. Są oni dość uciążliwi, gdyż jako jedyni ganiają za nami po całej planszy, dopóki nas nie załatwią albo my ich. Oprócz tego uprzykrzyć życie postarają się snajperzy, wiązki laserowe, żołnierze z moździerzami czy miny przeciwpiechotne. To wszystko sprawia, że szybko zrozumiałem, skąd wziął się tytuł gry. Ciągłe parcie naprzód jest tym, co będziemy robić przez większość zabawy i stanowi bardzo rozsądną strategię. Pozwala przez jakiś czas trzymać na dystans wolno biegnących za nami wrogów. Gdy zbierze się ich paru i zaczną nas doganiać, wystarczy się zatrzymać i zabić od razu kilku naraz. Pomaga także unikać strzałów snajpera i laserów, które są wystrzeliwane z pewnym opóźnieniem względem ruchu naszego żołnierza.  

     Oprócz standardowych przeciwników na końcu każdego poziomu czeka na nas starcie z bossami. Ci są dość różnorodni. Od najbardziej standardowych, jak psy strażnicze czy spadochroniarze z karabinami, po dziwacznych, jak faceci z plecakami odrzutowymi rzucający w nas granatami czy żyrokoptery.  Tym co czyni grę bardzo trudną jest fakt, że jedyne co możemy najczęściej przeciwstawić przeciwko wymienionym wyżej i nierzadko lepiej uzbrojonym wrogom jest nóż. Sprawy nie ułatwia to, że giniemy od jednego trafienia. Do tego po każdej śmierci gra cofa nas do ostatniego, często nie tak blisko ustawionego, checkpointu, co zmusza nas do pokonania danego trudnego etapu raz jeszcze. Kiedy z kolei gramy we dwóch, odradzamy się w miejscu naszej śmierci, nawet gdy na placu boju pozostanie tylko jeden gracz. W kwestii poziomu trudności najbardziej irytujący są żołnierze karatecy. Żeby ich pokonać, wystarczy podskoczyć w ich stronę i dźgnąć w powietrzu, nim oni uderzą nas. Sami nie stanowią większego zagrożenia. Gorzej gdy biegną trójkami, a między nimi pojawią się przeciwnicy, którzy nie skaczą. Wówczas najczęściej podskoczymy, by ich zabić, lądując jednocześnie na biegnącego pod nami wroga, co okaże się dla nas śmiertelne. Irytuje także fakt, że gracz zawsze przyczepia się do drabiny, gdy jest ona w zasięgu skoku, ponieważ strzałka w górę odpowiada równocześnie za skok, jak i wspinanie się. Wielokrotnie ginąłem przez to, że żołnierz karateka znajdował się za drabiną i chcąc go zabić zaczepiłem się na niej, przez co oberwałem kopnięciem z wyskoku.

    Na szczęście twórcy przewidzieli parę power upów, które ułatwią nam życie. W niektórych miejscach znajdziemy bazookę, granaty, gwiazdkę dającą nietykalność i pistolet. Niestety, dysponujemy tylko trzema pociskami do wyrzutni i taką samą liczbą granatów. Nietykalność i spluwa zaś, to czasowy bonus trwający kilkanaście sekund. Poza tym power upy są w tej grze dość rzadkie.  
   Stare gry od Konami przyzwyczaiły nas do dobrej oprawy audio. Tak też jest i tym razem. Muzyka brzmi bardzo dobrze jak na grę z 1987 roku. Nie są to co prawda melodie jakie puszczałbym sobie na mp3, jednak wykonane zostały naprawdę solidnie.Graficznie również jest nieźle. Najlepsze wrażenie sprawia otoczenie. Bardzo dobrze odwzorowano pojazdy wojskowe, jak  i cały militarny sprzęt. Gorzej, niestety, prezentuje się animacja postaci, która jest dość prosta, żeby nie powiedzieć toporna. Ogólnie jednak nie jest źle.

    Sądzę, że poziom trudności odrzuci wiele osób od Rush'n Attack, podobnie jak kilka frustrujących rozwiązań (choćby te przeklęte drabiny). Miłośników strzelania również zniechęci fakt, że jest go tu tak mało. Komu zatem polecić tę grę? Na pewno osobom szukającym prawdziwego wyzwania oraz posiadającym spore pokłady cierpliwości. Rush'n Attack to solidny tytuł, jednak jest wiele lepszych gier traktujących o żołnierzach ratujących świat. Innymi słowy pograć możesz, ale jeśli sobie odpuścisz, to również nie będziesz miał czego żałować.  

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz