niedziela, 12 lutego 2017

Kiepska Olimpiada. Czyli Olympic Winter Games Lillehammer 1994 Sega Megadrive



    Choć nie pamiętam dokładnie Igrzysk Olimpijskich w Lillehammer, to wiem, że były bardzo emocjonujące (może niekoniecznie dla Polaków, bo wróciliśmy z nich bez medalu). Niestety, dobra olimpiada nie zawsze musi się przekładać na dobrą grę o niej traktującą. Tak niestety jest z Olympic Winter Games Lillehammer 1994 na Segę Megadrive.
Z grą pierwszy raz miałem styczność  w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy mój sąsiad dostał Segę Megadrive od ojca wraz z nią. Ponieważ nie miał wtedy za wiele tytułów, pogrywaliśmy w Olympic Winter Games Lillehammer 1994 całkiem sporo. Mimo to nigdy nie byliśmy jakoś specjalnie dobrzy i w większości konkurencji do olimpijskiego złota brakowało nam wiele. Głównie właśnie przez wady gry.



      A na początku zapowiadało się tak dobrze. Lillehammer 94' było pierwszą oficjalną grą bazującą na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Widać to po oryginalnym logo imprezy, jak i obecności maskotek Kristin & Håkon. Dobrze prezentuje się menu dyscyplin. Na mapie Lillehammer rozmieszczone są ikony poszczególnych zawodów do wyboru, dzięki czemu wiemy, w jakiej części miasta odbywa się dana konkurencja. Fajnie także wygląda ceremonia rozpoczęcia igrzysk. Tryby zabawy są trzy. W Igrzyskach Olimpijskich rozgrywamy pełne zawody, w Małej Olimpiadzie wybieramy kilka konkurencji, w jakich chcemy uczestniczyć, zaś w Treningu możemy przećwiczyć dowolną z nich. W dwóch pierwszych trybach, przed zawodami, możemy wybrać narodowość naszego sportowca, a także imię. To ostatnie da się także wprowadzić ręcznie, choć jest to uciążliwe. Kursor jest zbyt czuły na każde naciśnięcie i najeżdżał mi często nie na te litery, które chciałem. Jak się później okazało, nie był to jedyny problem z tą grą, jaki miałem.

    Dyscyplin w grze jest dziesięć i nie byłaby to jakaś tragiczna liczba, gdyby nie to, że są dość powtarzalne. Aż cztery z nich związane są ze slalomem. Mamy zjazd, slalom, slalom gigant i super gigant. Sterowanie w każdej z tych konkurencji jest takie samo. Podobnie sprawa wygląda z saneczkarstwem, które występuje w dwóch odmianach, jako saneczkarstwo i bobsleje. Programiści poszli na łatwiznę. Dlaczego nie dodali bardziej różnorodnych sportów, jak np. curling czy łyżwiarstwo figurowe? Pozostałe dyscypliny to zjazd po muldach, łyżwiarstwo szybkie, biathlon i skoki narciarskie. Jednak przymknąłbym oko na niewielką różnorodność, gdyby rozgrywka była ciekawa i emocjonująca. Niestety w większość konkurencji gra się okropnie.


    W dyscyplinach zjazdowych sterowanie jest fatalne. Wystarczy tylko lekko nacisnąć strzałkę w bok, a nasz zawodnik wykona skręt o 90 stopni. Przez to zjazd w dół to prawdziwa katorga. Nie pomaga w tym również fatalnie ulokowana kamera. Ustawiona jest przodem do naszego zawodnika, ale na tyle blisko, że ciężko zobaczyć, co jest przed nami i w jakim kierunku mamy jechać. W rezultacie często zaliczałem choinki. Sam zjazd na dół to spore wyzwanie, a osiągnięcie najlepszego rezultatu to prawie cud. Owszem, również w Skiing kamera była ustawiona przodem do narciarza, ale na tyle daleko, że ogarnialiśmy sporą część stoku. Do tego sterowanie było dużo lepsze. Twórcy z U.S. Gold chyba nigdy na oczy nie widzieli gry Boba Whiteheada. Biathlon początkowo sprawiał dobre wrażenie. Samo bieganie było całkiem przyjemne. Niestety, cała przyjemność skończyła się, gdy dotarłem do stanowiska strzeleckiego. Celowanie to jakaś masakra. Nawet przy lekkim dotknięciu strzałek celownik lata w górę i w dół tak, że czułem się, jakbym strzelał po pijaku. Trafienie, chociaż w jeden cel, było nie lada sukcesem. Na nadmiernie czułe sterowanie cierpi także saneczkarstwo i bobsleje, gdzie przy próbie skorygowania toru jazdy ściąga mnie mocno w drugą stronę. Nie zapałałem miłością także do łyżwiarstwa szybkiego, gdzie mimo ultra mocnego naciskania przycisków A i B, a także używania strzałek przy zakrętach, jak instrukcja nakazuje, i tak byłem dublowany przez przeciwników. Wykonywanie zaś trików w jeździe po muldach jest karkołomne. Jedyna dyscyplina, jaką polubiłem, to skoki narciarskie. Choć utrzymanie pozycji skoczka na rozbiegu najwygodniejsze nie jest, to już korekta jego lotu w powietrzu działa całkiem nieźle, a wykonanie udanego skoku sprawia frajdę. Jednak jedna dyscyplina nie jest warta kupna całej gry.


   Poza skokami dobre wrażenie sprawia grafika. Choć są gry bez wątpienia ładniejsze, to animacje postaci, jak i tła sprawiają dobre wrażenie. Najbrzydziej prezentuje się paskudne, szare tło w menu.
Z dźwiękami jest już niestety gorzej. Najbardziej irytuje muzyka w menu. W zasadzie składa się z jednego zapętlonego utworu, który po prostu jest męczący na dłuższą metę.
Jednak jest szansa, że nie zdążycie się znudzić ścieżką dźwiękową gry, bo po dziesięciu minutach z frustracji rzucicie cartridge’em o ścianę. Ta gra jest okropna i wątpię, by kogokolwiek przyciągnęła na dłużej. Trzymajcie się z daleka od Olympic Winter Games Lillehammer 1994, szkoda waszego czasu. 

   
      
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz