niedziela, 8 stycznia 2017

Galaga. Kosmiczne robale atakują po raz drugi!



    O ile Galaxian to jedna z gier, która rozpoczęła moją przygodę z Pegasusem, o tyle sequel Galaga był tytułem, który jakieś 6 lat później ją zakończył. Cartridge zakupiłem około pół roku przed otrzymaniem pierwszego PC-ta i był jednym z ostatnich, jakie miałem. Galaga znajdowała się na składance 4 in 1 w sąsiedztwie takiego hitu jak Ice Climber i przeciętnych Warpman i Front Line. Mimo wszystko, podobnie jak wcześniej Galaxian, "dwójka" była grą, której poświęcałem najmniej uwagi z całego zestawienia. Teraz przyznaję się, że żałuję, bo to kawał świetnej gry. Ale od początku.

   
    Jest rok 1981, Galaxian od dwóch lat rządzi i dzieli w salonach gier, przynosząc Namco spore zyski. Japończycy postanowili kuć żelazo, póki gorące i wydać sequel, usprawniając i wzbogacając to, co było znane w poprzedniej grze. Efektem ich pracy została wydana w sierpniu w 1981 roku w Japonii, a miesiąc później także w Ameryce Północnej, Galaga. Wprowadzone innowacje uczyniły z gry prawdziwy hit. Sequel był pod każdym względem lepszy od pierwowzoru, dzięki czemu osiągnął jeszcze większy sukces. Galaga stała się obok Pac-Mana nie tylko jedną z najpopularniejszych gier arcade w portfolio firmy, ale też jednym z najbardziej znanych tytułów w historii elektronicznej rozrywki w ogóle. Podobnie jak Galaxian, gra doczekała się portów na wiele ówczesnych platform (m.in. NES/Famicom, MSX, Atari, Gameboy), jak i na te nowsze (m.in. Nintendo 64, PS 2, Gamecube, Xbox, Dreamcast). O większej popularności Galagi niech jednak świadczy fakt, że w przeciwieństwie do prequela, zawitała także na konsolach poprzedniej (Xbox 360, PS3) i obecnej generacji (Xbox One). W tym artykule przyjrzę się najbliższej mojemu sercu wersji na Famicoma. Co warto zaznaczyć, w przeciwieństwie do Galaxian, gra ukazała się także na NES w Europie i Ameryce Północnej. Tam została zatytułowana: Galaga: Demons of Death.



    Trzon rozgrywki pozostał ten sam co w pierwszej części. Znów sterujemy kosmicznym myśliwcem znajdującym się u dołu ekranu i możemy się poruszać jedynie w poziomie. U góry zaś umieszczeni są kosmici przemieszczający się stopniowo to w lewo, to w prawo. Niezależnie od stage'a, ich formacja zawsze wygląda identycznie. Naszym celem jest rzecz jasna zestrzelenie wszystkich. Po uporaniu się z jedną grupą wrogów przechodzimy do następnego poziomu, gdzie czeka na nas kolejna, jeszcze trudniejsza zgraja obcych. Wrogowie jednak nie lecą grzecznie w rządku, czekając, aż ich zdejmiemy. Pojedyncze jednostki odłączają się od formacji, cisnąc w nas pociskami. Im dalej zajdziemy, tym częstsze są ich ataki. Zwiększa się również ilość jednostek lecących zrobić nam "kuku". Po każdym ataku statki wroga wracają do formacji, chyba że zostanie ich tylko kilka, wtedy dręczą nas cały czas. Mamy trzy życia, a właściwie statki. Za przekroczenie odpowiedniej ilości punktów dostajemy jeden bonusowy. Cała gra nie posiada zakończenia. Jej celem jest uzyskanie możliwie jak największego wyniku punktowego. Po dotarciu do 256 poziomu tytuł glitchuje się, zmuszając nas do restartu konsoli.



       Nowością względem Galaxian jest fakt, że na początku każdego etapu nie widzimy od razu całej formacji wroga. Przeciwnicy sznurami wylatują z boków ekranu, formując się w odpowiedni układ. Oczywiście już wówczas możemy do nich strzelać, sprawiając, że w momencie, gdy dotrą na swoje miejsca, ich szyki będą mocno przetrzebione. Obcy jednak nie pozostaną nam dłużni i w późniejszych etapach, również w trakcie dolatywania, cisną w nas pociskami, bądź niczym kamikaze starają się o nas rozbić swoim pojazdem. Wrogowie występują w trzech rodzajach, a nie czterech, jak w Galaxian. Jednak graficznie prezentują się o wiele lepiej niż tam. Nie różnią się jedynie kolorami, ale i wyglądem. Najliczniejsze i występujące w pierwszych rzędach jednostki przypominają szerszenie. Nad nimi zaś lecą statki - ćmy. Na samej górze znajdują się najmniej liczne pojazdy dowodzące (nazywane Galaga), które wyglądem ciężko przyrównać do jakichkolwiek owadów. Szerszenie i ćmy atakują w dwojaki sposób: albo strzelają pociskami, albo starają się o nas rozbić. Na późniejszych etapach niektóre jednostki tych pierwszych chwilowo zmieniają swój wygląd, co choć nie dodaje im mocy, to pozwala nam zdobyć więcej punktów za ubicie owada w tej właśnie postaci. Najmocarniejsze są jednak statki dowodzące. Nie dość, że zlatują do nas w towarzystwie dwóch sąsiadujących w formacji z nimi ciem, to jeszcze do zniszczenia wymagają dwóch trafień. Galagi mają dodatkowo jedną umiejętność, która szczególnie mi się spodobała i była rewolucyjnym bajerem jak na tamte czasy. Zlatując na nas, wystrzeliwują promień. Jeżeli znajdziemy się w jego zasięgu, nasz statek zostanie porwany! Po uprowadzeniu pojazd przyczepia się do Galagi, a on sam wraca do formacji. Strata ta wiąże się, rzecz jasna, z utratą jednego życia. Na szczęście tak porwany statek możemy odbić. Wystarczy jedynie zestrzelić porywacza, gdy ten nas atakuje. Trzeba jednak celować ostrożnie, gdyż łatwo możemy trafić w zakładnika i stracić nasz myśliwiec na zawsze. Odbicie pojazdu nie oznacza, że zostanie nam przywrócone jedno życie. Statek przyłączy się do nas, zwiększając naszą siłę ognia! Ekstra! Warto czasem rozważyć poświęcenie jednego myśliwca, by odzyskując go ułatwić sobie wystrzelenie wszystkich obcych. Jednak trzeba uważać, gdyż równocześnie stajemy się większym celem i prościej jeden z naszych pojazdów zestrzelić. Jeżeli zdejmiemy porywacza, kiedy ten będzie w formacji, statek ucieknie i znów trzeba go będzie odbić w następnym etapie. Niszcząc jeden ze statków dowodzących, pozostałe na jakiś czas słabną. Zlatując, nie wystrzeliwują żadnych pocisków ani "porywającego promienia".



     Nasza statek również uległ zmianom w stosunku do Galaxian. Jest ładniejszy i prezentuje się bardziej bojowo. Co jednak spodobało mi się najbardziej, wystrzeliwuje teraz maksymalnie dwa pociski w serii, a nie jeden. Gra stała się przez to dynamiczniejsza i szybciej jesteśmy w stanie wyczyścić planszę z obcych. Galagę dodatkowo urozmaicają etapy bonusowe, które rozgrywamy co kilka poziomów. W nich serie obcych wylatują na ekran, po czym z niego uciekają, a naszym zadaniem jest zestrzelić jak najwięcej z nich. Im więcej kosmitów zlikwidujemy, tym większy bonus punktowy otrzymamy. W planszach tych wrogowie nie atakują gracza w żaden sposób. Dodatkową nowością są wyświetlane statystyki po zakończonej grze informujące o liczbie wystrzelonych pocisków, ilości trafień, a także obliczające procentowo naszą celność.



     Dużo lepiej prezentują się efekty dźwiękowe. Już nie słyszymy irytującego odgłosu dzwoniącego telefonu, gdy wrogowie na nas lecą. Dodano także więcej motywów muzycznych względem Galaxian, choć w czasie samej rozgrywki nie przygrywa nam żadna melodia.

    Choć od premiery Galagi minęło sporo czasu, dalej można zagrywać się w nią z przyjemnością. Jest jednym z największych klasyków w historii elektronicznej rozrywki, co samo w sobie świadczy o jej jakości. Portów zaś wyszło tyle, że nie powinniście mieć problemów ze znalezieniem tego tytułu na współczesnych platformach. Polecam! 
     
   


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz